winter

EMU VS TIMBERLAND

Każdy sezon rządzi się własnymi prawami i trendami. W tym momencie zima nas rozpieszcza (głównie dlatego, że jej nie ma), dlatego śmiało mogę stwierdzić, że atrybuty z postu „Jesienne must have” są nadal aktualne.

Fakt faktem, użyjmy naszej tłamszonej codziennym życie wyobraźni i wyimaginujmy sobie śnieg, mróz, minusowe temperatury i wszechobecne „Cholera, ale zimno” zamiast grzecznościowego „Cześć!” na powitanie.

Zima to czas, kiedy mało kto dba o to jak wygląda, ba – pokuszę się o konstatację, że mało komu (nawet jak chce!) udaje się korzystnie wyglądać. Przykro mi, nawet wytrawne fashionistki, przy temperaturze –20 stopni i oblodzonych chodnikach, rezygnują z 10 cm kozaczków na obcasie i w ramach ratowanie swojego wizerunku przyodziewają ogromne futra, niczym yeti. Nie, zimą trudno ładnie, zgrabnie i powabnie wyglądać.

O ile z odzieniem wierzchnim nie jest jeszcze tak źle, gdyż wszelkie sieciówki starają się odpowiedzieć na błagalne wołania w miarę przyzwoitymi płaszczami i kurtkami (oczywiście, mowa o nich w kontekście wyglądu, a nie praktyczności czy ciepłoty) to z butami sprawa nie jest tak oczywista. Wspomniane kozaki i botki na wysokim obcasie, koturnie, szpilce itp. odpadają, nie-ocieplane trampki, adidasy i inne wymysły projektantów również. CO dostajemy w zamian? Ano, Emu i Timberlandy.

emutimb

Tak, to właśnie one są odpowiedzią na prośby o wygodę i ciepło kupujących. W tym miejscu wielu z Was pewnie puknie się mocno w czoło i uśmiechem politowanie skomentuje mój wpis. Kochani, od wielu lat powtarzano nam, że wszystkiego mieć nie można. Na ogół – gdy coś jest ładne, to nie jest praktyczne/ciepłe. Gdy coś jest praktyczne/ciepłe, jest po prostu brzydkie. Emu i Timberlandy plasują się w tej drugiej kategorii.

Buty Emu pochodzą wprost z Australii (!), a ich – początkowo, głównym celem było zapewnienie komfortu cieplnego stopom surferów zmęczonych długimi treningami. Od 30 lat ich wnętrze zdobi wełna z owiec merynosów – zwierząt żyjących w naturalnych warunkach jedynie w Australii, która sprawia, buty w trakcie zimy ogrzewają oraz nie dopuszczając do uczucia zimna, zaś podczas gorących dni– utrzymuje temperaturę niższą od otoczenia. Cud natury!

emuuuuu

W sezonie 2009/2010 ulice przeżywały prawdziwe oblężenie tych butów, budząc wstręt wśród przechodniów, gdy widzieli powyginane stopy i pięty noszących. Emu po roku odpowiedziało na ten problem. Stworzono wersję specjalną dla krajów europejskich – pięta została usztywniona, a powierzchnia zaimpregnowana tak, by nie przepuszczała wody.

Wydawałoby się, że Emu to buty idealne, gdyby nie fakt, że są one niezbyt urodziwe. W żadnym kolorze, w żadnej edycji i wysokości nie wyglądają zbyt korzystnie. Być może dla niektórych inną wadą może być to, że buty te (szczęście w nieszczęściu!) lepiej wyglądają na kobiecej nodze, choć – nie zaprzeczę, widziałam już pierwszych odważnych wśród mężczyzn!

em

Warto dodać również, że cena Emu nie zachęca – są one potwornie drogie, jednak przyznam szczerze – jako posiadaczka niejednej pary Emu, że – cóż, to NAJLEPSZE zimowe obuwie jakie kiedykolwiek miałam. Cudownie się w nich chodzi – to spacerek po chmurze w domowych kapciach oraz, jak można się domyślać, są bosko ciepłe. Żadna minusowa temperatura straszna mi nie jest, a komentarze jak to nieatrakcyjnie wyglądam? A co tam, 1:0 dla mnie, bo ja nie marznę, a ty tak.

Zaraz obok Emu, drugim najpopularniejszym zimowym obuwie są Timberlandy. Marka zadebiutowała na rynku międzynarodowym w 1973 roku (w Polsce – 2002 rok). Na samym początku zajmowała się produkcją wodoodpornego obuwia. Jednak w miarę upływu czasu oferta firmy stawała się coraz szersza – od obuwia przeznaczonego na szlaki górskie nawet w upalne deszcze, po bardzo eleganckie i lekkie mokasyny.

Obecnie najsłynniejszy model to Timberland Premium (w znanym, camelowym kolorze), który nosi cały świat – choć, tak jak w przypadku Emu, do najpiękniejszych one nie należą. Początkowo pojawiały się one wśród mężczyzn, jednak obecnie kuszą one także kobiety – głównie świetnymi kolorami, jak, np. pudrowy róż. Tak jak w przypadku Emu, podrabiać próbuje je wiele marek – jednak oryginały są tylko jedne.

timb

Ich cena jest również dość wysoka, jednakże jest ona skutkiem najwyższej jakości materiałów z jakich owe buty są produkowane. To co wyróżnia Timberlandy to zaangażowanie w ratowanie świata. Założyciele i pracownicy firmy uważają działania na rzecz potrzebujących za dumę marki. Tak miało to miejsce w przypadku konfliktu w Darfurze. Projektanci poczuli się w obowiązku i zaprojektowali specjalny model buta i T-shirt „Stomp Out Genocide”. Dochód z ich sprzedaży przeznaczono na rzecz pomocy Darfurowi.

Niestety, wiele o komforcie ich noszenia powiedzieć nie mogę – sama ich nie posiadam i bez bicia przyznaję się, że zdecydowanie należę do „Team Emu”.

timberlands

 Przechodząc do meritum – należy przyznać, że te dwa nieurodziwe buty, budzące wiele skrajnych opinii, odnoszą – już od dobrych kilku lat, bezsprzeczny sukces. W tym tkwi siła streetwearu i to go wyróżnia od high fashion. Nie zawsze musi być pięknie, kolorowo i chic, za to zawsze musi być funkcjonalnie.